Po naszym ostatnim Odwyk Campie (czyli spotkaniu słuchaczy odwyk.com) postanowiliśmy poszerzyć działalność Odwyku i zebrać więcej ludzi chętnych do tworzenia nowych, ciekawych inicjatyw. W planach mieliśmy wakacyjny obóz dla dzieci z hiszpańskiej wioski. Już w styczniu 2023 zaczęły się przygotowywania, dzwonienia, zbieranie wolontariuszy. Uzbierała nam się grupka dziesięciu osób chętnych do pracy. Niestety nastąpił rozpad hiszpańskiej grupy wolontariuszy i musieliśmy ten projekt przesunąć na lepsze czasy.
Category - Ogólnie
Ogólnie o wszystkim.
Znów pojechałem do Anglii, tym razem szukać pracy. A właściwie dostać pracę, bo szukałem już wcześniej – przez internet. O ile nie było problemu ze znalezieniem firmy, która oferuje sponsoring wizowy, to ze znalezieniem firmy, która odpowiada cokolwiek na wysłane CV, już problem był.
Hej!
Chciałam zacząć pisać wierszem, ale w tym wypadku trzeba jednak prozą. Zaczęło się od tego, że miałam wszystkiego dość. Ale tak dosłownie, czyli: pracy, domu, dzieci, męża, siebie i… nawet Boga. Do tego ostatniego zawsze się najtrudniej przyznać przed sobą, więc dlatego jest na końcu zdania i wielokropek symbolizuje to wahanie.
Nie cichną echa cudu w Parczewie w województwie lubelskim. W połowie maja na drzewie ukazała się twarz. Od teraz, zamiast „widzę buzię w tym tęczu!” będzie „widzę buzię na tym drzewie!”. Tylko że nie do końca wiadomo, do kogo ta twarz należy. Jedni mówią, że to Jezus, a inni – że jego mama. Mamy XXI wiek, więc myślę, że idąc z duchem postępu to w zależności od dnia może zmieniać płeć. Chociaż jednak większość idzie w kierunku Matki Boskiej i to nic dziwnego, gdyż w Polsce o Jezusie i Bogu nikt nie pamięta.
Opowiem wam, co mi się niedawno przydarzyło.
Pracuję jako dostawca jedzenia, jeżdżę na motorze. Żeby produktywnie wykorzystać czas w drodze, słucham różnych podcastów. Tym razem puściłam sobie Odwyk, odcinek 574 – „Prezenty, dary, łapówki”.
Ostatnio przyczepił się do mnie pewien temat, który w sumie przewija się w moim życiu od jakiegoś czasu. W twoim pewnie też, tylko czy zdajesz sobie z tego sprawę?
Mieszkam w Anglii, zazwyczaj mówię płynnie po angielsku, czasami łapiąc nawet brytyjski akcent. Moja znajoma Monika (która też mieszka w Anglii) zapytała mnie, czy zdarza mi się nie potrafić sklecić zdania po angielsku. Moja odpowiedź niestety brzmiała „TAK”, mimo że jestem w angielskim biegła.
Hej,
Piszę to prawie w Walentynki, ale to akurat przypadek. Ale za to nie przypadkiem trafiłam na list do Efezu. Ten drugi, z Apokalipsy. Pełen pochwał za „działalność gospodarczą”, ale z zarzutem porzucenia „pierwszej miłości”.
No i zaczęłam wspominać, jak to było na początku: ten zachwyt, zaangażowanie, wzruszenia, emocje, pasja, cała tak zwana gorliwość (to słowo naprawdę tutaj pasuje, nawet w XXI wieku). Pamiętam ten stan zakochania, gdzie ciągle myślisz o Nim, chcesz o Nim gadać, z Nim przebywać, gapić się na Niego z tym rozanielonym uśmieszkiem chodzącego pośród chmur amorka. Dobrze to całkiem wspominam, choć tak mało towarzyszyło mi świadomości, rozsądku no i, trzeba przyznać, prawdziwej miłości też. Niewiele decyzji było przemyślanych, płynęło duchowe flow, a jego nurt niósł mnie z prądem fazy neofickiej.
Chrzest dzieli ludzi.
Jedni widzą w tym rytuał magiczny, który oczyszcza z grzechu pierworodnego i zmienia czarodziejsko status duchowy człowieka. Inni widzą w tym rodzaj symbolicznej formalności, która niczego sama nie zmienia.
Pomiędzy jednymi i drugimi jest cała masa ludzi, którzy albo nie za bardzo się interesują, albo nie za bardzo rozumieją, ale tak czy inaczej – na czuja i na intuicję – stosunek do chrztu magiczny mają. Mniej lub bardziej.
Przeczytałem ostatnio artykuł o dziewczynie, która dała swojej koleżance jako prezent ślubny kopertę wypełnioną gazetami (żeby się nie odróżniała od takiej wypełnionej pieniędzmi). Dlaczego? Bo tamta jest bogata (w przeciwieństwie do narratorki), a nikt przecież nie ma obowiązku dawać pieniędzy w prezencie ślubnym.
Choć mnie kuszą smaki świata,
zrezygnuję z nich dla Ciebie,
bo mieć fajnie niebo w gębie,
lecz mieć wolę gębę w niebie!
Wylatując za granicę boję się wielu rzeczy. Że zrobię coś źle, że nie wpuszczą mnie do samolotu, że pomylę samolot, że się spóźnię, że zabłądzę i nie trafię do domu, że telefon mi się rozładuje i stracę kontakt ze światem. Czytaj dalej
Ktoś mi ostatnio zadał pytanie:
„Zastanawiam się jak rozumiesz to co Jezus mówi: Kto pożądliwie spojrzy na kobietę już z nią cudzołoży. I jak to godzisz z tym, że nie widzisz z tego co rozumiem problemu w pornografii.”
O, ja widzę problemy w pornografii, tylko że je lekceważę. Prawdziwe problemy widzę raczej w czym innym, ale o tym to pisałem już wcześniej.
W czym problem?
Na temat „kto pożądliwie spojrzy na niewiastę” rozmawiałem niezliczoną ilość razy. Prawie zawsze pojawia się to zdanie jako argument w dyskusji o pornografii, który ma uzasadniać święte histeryzowanie w temacie ruchomych obrazków. Bo byłby to dobry argument: bo skoro sam Jezus powiedział, że kto się gapi, ten jest zły, no to o czym tu jeszcze dyskutować?
Sęk w tym, że Jezus nigdy takiego zdania nie powiedział.











