Jak byłem mały, musiałem uważać z myśleniem. Bałem się, że jak będę za dużo myślał, to jeszcze coś wymyślę i może to być straszne, to co wymyślę.
Dlatego nie odważyłem się nigdy zastanawiać nad Wielkim Piątkiem. Wszyscy dawali mi do zrozumienia że jest to sprawa pod specjalną opieką Bozi. Co oznacza, że tych spraw nie należy tykać, gdyż są za święte, żeby dotyczyła ich tak prozaiczna rzecz jak logika, wnioskowanie czy fakty.
Mimo więc tego, że w Szkole Podstawowej zdobyłem w konkursie matematycznym tytuł „Mistrz Funkcji”, nie odważyłem się skonfronować z myślą, że od piątku wieczorem do niedzieli rano nie mogą upłynąć trzy dni i trzy noce, bo to logicznie niemożliwe.
Liczenie do trzech było jak najbardziej w zakresie moich możliwości.
Jezus powiedział, cytuję za Biblią: „Albowiem jak Jonasz był w brzuchu wieloryba trzy dni i trzy noce, tak i Syn Człowieczy będzie w łonie ziemi trzy dni i trzy noce„. Trzy dni minęły od piątku wieczorem do niedzieli rano? Trzy noce? Jak?
Jeszcze zanim zostałem Mistrzem Funkcji to coś czułem, że ta kalkulacja doprowadzi mnie do zguby, więc lepiej jej po prostu nie odpalać. Gdyby ktoś mi wtedy powiedział „weź i policz” to bym prawdopodobnie zatkał uszy i zaczął głośno śpiewać „la, la, la, nie słucham cię, nie ma czegoś takiego jak matematyka, la, la, la!”
Odważyłem się na to dopiero później, kiedy już trochę mniej bałem się, ze mózg mi wybuchnie, kiedy nie będzie w stanie utrzymać logicznych sprzeczności. Odwagę tą osiągnąłem wprowadzając w swój wewnętrzny świat nowatorską zasadę pod tytułem: „nie musisz wyciągać wniosków natychmiast”. Okazało się, że wtedy mózg nie wybucha od razu, tylko odkłada wybuch na później. A w tym czasie może na przykład pozbierać więcej faktów.
Zagadka Jezusa, który nie potrafił zliczyć do trzech, okazała się rozczarowująco prosta.
Bo tak naprawdę wszyscy wierzymy w Wielki Piątek, w Święte Jajko, Świętego Królika czy Święte Mycie Okien po prostu dlatego, że tak nas nauczyli. I nie sprawdzamy tego, bo chcemy mieć święty spokój. Bo mówimy sobie: co za różnica? Lepszy święty spokój niż spieranie się o duperele, z których i tak nic praktycznego nie wynika. Wszyscy już przecież wiedzą, że Jezus nie urodził się 25 grudnia – no i co z tego? Dalej idą kupować choinkę – która nota bene też nie ma nic wspólnego z Jezusem ani Biblią.
Bo kiedy błąd zrobiony gdzieś na początku jest powtarzany dalej przez całe pokolenia, to na tym błędzie budują się kolejne rzeczy – też fundamentalnie błędne. Kiedyś w Europie wierzono, że pomidory są trujące. Pewnie ktoś kiedyś zjadł pierwszą eksperymentalna pomidorową z ołowianego talerza, po czym zatruł się i zwalił winę nie na ołów tylko na pomidory. Nauczył następnych, że pomidory są trujące i w ten sposób Europa przez całe stulecia nie miała ketchupu.
Jeden błąd zrobiony na początku a takie skutki.
W przypadku Wielkiego Piątku, w którym to miał zginąć Jezus, cały błąd się wziął z pominięcia judaistycznego prawa dotyczącego święta Paschy. Według ówczesnych przepisów religijnych (które możecie łatwo znaleźć w Biblii) święto Pesach zaczyna się wieczorem 14 dnia miesiąca Nissan, kiedy to zabija się baranka i pije dużo wina. To jest dokładnie to, co robił Jezus z uczniami ostatniego wieczora kiedy był na wolności. Dziś nazywamy to „ostatnia wieczerza”.
Normalnie jest to dość wesołe święto, bo chociaż upamiętnia wydarzenia w których występuje dużo śmierci, to po pierwsze wszystko dobrze się kończy w tej historii a po drugie świętowanie narzuca obowiązej pisania wina. Dużo wina, nie jakieś parę kropel jak to sobie ludzie wyobrażają. Cztery szlanki na świętującego, dokładnie mówiąc. No, a po czterech szklankach wina to już żadne święto, nie może być za ponure.
Z wyjątkiem takiego, w którym wiesz, że to twój ostatni dzień na wolności z przyjaciółmi.
Dalsze instrukcje co do święta Pesach mówią, że kolejnego dnia – 15 dnia miesiąca Nissan – zaczyna się dopiero właściwie święto, które trwa 7 dni. Przez te 7 dni należy jeść „przaśniki”, czyli taki chleb marnej jakości, i to też na pamiątkę wydarzeń, mniejsza z tym jakich. Ważne jest to, że pierwszy dzień tego świętowania – właśnie ten 15 Nissan – ma być dniem wolnym od pracy. To taki specjalny szabat, dodatkowa coroczna sobota. I to jest bardzo ważne.
Dlaczego?
Bo to jest źródło błędu, przez który wszyscy dziś świętują Wielki Piątek, który robi z Jezusa matematycznego analfabetę, z chrześcijaństwa kpinę a z niedouczonych ateistów krytykujących chrześcijaństwo, zupełnie rozsądnych ludzi.
Bo według relacji z Biblii, Jezus umarł tuż przez szabatem. Tutaj nie ma wątpliwości – bo to jest powód, dlaczego go zdjęto z krzyża i w pośpiechu pochowano w grocie. Dobę szabatową zaczynano od wieczora poprzedniego dnia, stąd wniosek, że Jezus musiał umrzeć w piątek, skoro następnego dnia była sobota.
Tyle, że wszyscy zapomnieli, że nie przed każdą sobotą w roku jest zawsze piątek.
Jest jeden szabat w roku, który przypada na 15 dzień miesiąca Nissan. I akurat te wszystkie opisane wydarzenia w Biblii działy się w okolicy tego dnia. I jest 14% szansy, że 15 dzień miesiąca wypadnie w akurat sobotę, i 86% szansy, że taki tydzień będzie miał dwie soboty.
Która z tych opcji miała miejsce w przypadku Jezusa?
No właśnie nie wiadomo. Brak danych.
Ale jako Mistrz Funkcji zauważam tutaj dodatkową zmienną, którą pozwoli rozwiązać równanie. Słowa Jezusa, który powiedział, że w grobie będzie „trzy dni i trzy noce„. Myślę, że można śmiało przyjąć, że jeżeli Jezus był Bogiem, to jednak umiał liczyć do trzech.
Mamy więc tu komplet informacji, z których policzymy sobie ten cały Wielki Piątek. Ostrożnie teraz, bo jak się okaże, że Wielki Piątek nie był w piątek to Bóg jeden wie co się nam może z mózgami stać…
Dane do równań:
- Jezus został pochowany wieczorem tuż przed szabatem (S1)
- Od pochowania upłynęły dokładnie trzy dni i trzy noce (robimy tu założenie że Jezus umiał liczyć do trzech)
- Zmartwychwstanie Jezusa zostało odkryte rankiem tuż po szabacie (S2)
- Wniosek z 1 i 2: Jezus musiał zmartwychwstać też wieczorem (a nie rano)
- Wniosek z 1, 2 i 3: to nie mógł być ten sam szabat: S1 <> S2!
Nie ma tu żadnej sprzeczności. Z Biblii wiemy, że może istnieć taki tydzień w roku, który ma dwie soboty: jedną zwyczajną a drugą świąteczną.
Pytanie zostaje jeszcze, który szabat był który?
No to akurat bardzo łatwe, kiedy się prześledzi chronologię zdarzeń. To było tak: Jezus wieczorem jadł kolację z winem, więc musiał to być początek 14 dnia miesiąca Nissan (przypominam: doba zaczynała się wieczorem). Następnie został aresztowany i spędził bardzo nieprzyjemną noc. Przyszedł poranek i zaczęła się egzekucja. To wszystko jest wciąż 14 dzień miesiąca Nissan. Doba skończy się dopiero wieczorem. Trzeba teraz zdążyć pochować ciało, bo wieczorem zacznie się 15 dzień miesiąca Nissan, który według przepisów – jest wielkim szabatem.
Więc wszystko jasne: S1 – musiał to być wielki szabat coroczny. S2 – zwykła sobota cotygodniowa. A że ustaliliśmy wyżej w piątym punkcie, że S1 <> S2, to znaczy, że S1 nie mógł być sobotą, co znowuż oznacza, że Jezus na pewno nie umarł w piątek.
Tak więc Wielki Piątek jest jednym wielkim błędem, który się wziął z przeoczenia przepisów judaizmu. Nic w tym dziwnego – wiemy z historii, że chrześcijańscy przywódcy dość szybko nabrali chęci, żeby wzmocnić swoją władzę, więc szukali wszystkiego co podkreśli ich odrębnąść i odetnie od żydowskich korzeni. Stolicą wiary zamiast Jerozolimy stał się Rzym, sobota zmieniła się magicznie w niedzielę, język hebrajski zastąpiła łacina. Nic więc dziwnego, że ktoś gdzieś kiedyś zapomniał o szczegółach dotyczących świąt i dokonał żenująco błędnych kalkulacji, które wszyscy radośnie podchwycili. Bo kiedy pojawia się wybór: pozbawić się okazji do większej władzy albo zignorować parę słów Jezusa, to zaraz wychodzi na jaw prawdziwa natura człowieka.
Więc pojawił się błąd, błąd powtarzał się przez stulecia i błąd będzie powtarzany w nieskończoność. Bo jak by go teraz chcieć poprawić to by wszystkim głowy wybuchły, że przez całe życie myli okna nie w tym dniu.
Jeżeli to kogoś ciekawi to z tych danych możecie sobie z łatwością sami wyliczyć, w którym dniu tygodnia Jezus umarł i którego wieczora dokładnie zmartwychwstał.
Jest to zadanie matematyczne grubo łatwiejsze niż to co się zwykle zdaje na maturze, więc jestem pewny, że każdy sobie poradzi. Nie, żeby to miało jakieś specjalnie znaczenie.
A jak ktoś uważa, że obrona wiary prawdziwego chrześcijanina wymaga protestów, to jak najbardziej. W końcu te wszystkie moje obliczenia są poprawne tylko przy założeniu, że Jezus powiedział prawdę mówiąc że spędzi w grobie „trzy dni i trzy noce”. Być może prawdziwa katolicka wiara wymaga upierania się przy poglądzie, że Bóg nie potrafi zliczyć do trzech.
To już jak kto tam uważa. Ja swoje policzyłem. Dlatego życzę wam w dzisiejszym dniu wesołego świętowania absolutnie niczego.













Najnowsze komentarze