Śmierć

Co mówić umierającym?

Zmarła Inga. Jedna z moich ulubionych rezydentek domu opieki, w którym pracuję.

Ingę widziałam tydzień temu, była w całkiem niezłym stanie. Można było z nią pogadać, a wręcz pragnęła rozmowy. Często wpadałam do niej bez specjalnego powodu, mimo generalnego nakazu spędzania w pokojach możliwie jak najmniej czasu (ze względów kowidowych).

Bardzo chciała żeby ktoś z nią był i wykorzystywała każdą okazję żeby zamienić z nami chociaż kilka słów. Ze wszystkich rezydentów ona najczęściej dzwoniła o „pomoc”. Często po reakcji na dzwonek okazywało się, że Inga upewniała się tylko, czy system alarmujący działa. Działał zawsze. O czym doskonale wiedziała.

Czytaj dalej

Spokojnej starości

Od miesiąca pracuję w domu spokojnej starości.

Nie znałam wcześniej tego świata, świata „spokojnej” starości. A teraz zostałam postawiona przed tematami, którymi zdrowy, młody człowiek nie zawraca sobie głowy.

Czytaj dalej

Statek w Southampton

Przeprowadzamy się. Znowu…

I znowu się przeprowadzamy.

Od trzech miesięcy mieszkamy w Portsmouth na południu Anglii. Ale od tygodnia chodziło mi po głowie nowe miasto: Southampton. Za pięć miesięcy kończy nam się umowa na mieszkanie, więc zaproponowałam Martinowi, żebyśmy się po pięciu miesiącach przeprowadzili. Martin powiedział: dlaczego nie. I przeszliśmy do codziennego życia.

Tydzień później dostałam SMS-a od naszej landlady, z zaproszeniem na ważną rozmowę.

Czytaj dalej

Koń co wystawia język

Małe językowe przygody

Znowu jesteśmy w Hiszpanii i organizujemy sobie życie od nowa. O tym gdzie jesteśmy, dlaczego i jak się tu znaleźliśmy pisał Martin tutaj.

Generalnie jest fajnie, bywa też trudno. Z ważnych rzeczy mamy już gdzie mieszkać, mam gdzie pracować, jedyne czego nam brakuje to nowych znajomych i przyjaciół.

Czytaj dalej

Skok w przepaść

Moje niemieckie strachy

Czy ty też masz tak, że jeszcze zanim coś zaczniesz, już na początku wiesz, że i tak ci się nie uda? Że jesteś za słaby i nie podołasz? Boisz się nowych rzeczy? Dużych zmian?

To zupełnie ludzkie. Każdy tak ma. Ale nie każdy tak samo na strach reaguje.

Czytaj dalej

Krok po kroku

Bóg na drugi dzień w Hiszpanii

Przede wszystkim: żeby lepiej zrozumieć historię, przeczytaj najpierw mój poprzedni wpis: Bóg na co dzień w Hiszpanii.

Jak wiecie jedną z pierwszych osób poznanych w Hiszpanii była Nati. To 75-cio letnia nauczycielka hiszpańskiego. Od razu się polubiłyśmy. Na jednej z jej lekcji wyszłyśmy na zewnątrz porozmawiać. Nati mnie zawołała, bo chciała mnie zaprosić do domu na… cotygodniowe czytanie Biblii.

Czytaj dalej

Martin i Dominika w Zafarraya

Bóg na co dzień w Hiszpanii

Mieszkam obecnie w hiszpańskiej wiosce. Takie małe culo del mundo, koniec świata. No ale życie się toczy, więc wyznaczyłam sobie, co mam robić i na czym się skupić. Ustaliłam jako priorytet naukę hiszpańskiego. Angielski i grafika zeszły na drugi plan.

Czytaj dalej