Martin i Dominika w Zafarraya

Bóg na co dzień w Hiszpanii

Mieszkam obecnie w hiszpańskiej wiosce. Takie małe culo del mundo, koniec świata. No ale życie się toczy, więc wyznaczyłam sobie, co mam robić i na czym się skupić. Ustaliłam jako priorytet naukę hiszpańskiego. Angielski i grafika zeszły na drugi plan.

Problem

Jeszcze zanim tu przyjechaliśmy we wrześniu wymyśliłam, że znajdę sobie prywatnego nauczyciela. Po pierwszych dniach okazało się, że nie znam nikogo i raczej nie poznam, bo nie wiem gdzie, kogo i jak zapytać.

Któregoś dnia pojechałam na zakupy. Zanim wyszłam z domu na telefonie pokazało mi się przypomnienie: „Znajdź nauczyciela w Zafarraya”.

Zignorowałam telefon. I tak wiedziałam, że zadanie jest niewykonalne i będę musiała go znowu przełożyć.

Rozwiązanie

Zakupy poszły gładko. W drodze ze sklepu musiałam zejść z roweru i akurat przejechał obok mnie starszy pan. Zatrzymał się i zaczął podejrzliwie gapić się na mnie i na rower.

To ja się w odpowiedzi uśmiechnęłam.

To on w odpowiedzi zaczął gadać.

Zrozumiałam tylko tyle, że mówił coś o rowerach. Podszedł bliżej i kontynuował swój wywód. Co ja mówię: bełkot. Rozumiałam co 7 słowo i wywnioskowałam z tego, że on mnie pyta kto ja jestem i co ja jestem i czy dom chcę kupić.

Przedstawiłam się, bo umiem! A później próbowałam rękami i nogami nawiązać do jego pytań. Można powiedzieć, że się dogadywaliśmy. Jemu nic nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie, bo zaczął mnie szczypać w policzek, jak się szczypie małego bobaska. Dziwne zwyczaje, ale pomyślałam, że to może normalne w tych okolicach. Na moje szczęście akurat przechodziła kobieta, do której rzuciłam radosne „Hola!” Miła kobieta, imieniem Nati, przystanęła z zaciekawieniem. Wtedy okazało się, że znają się z dziadkiem.

I nagle, jak grom z jasnego nieba, dziadek mówi, że przecież Nati daje lekcje hiszpańskiego. Wtedy szczena mi opadła.

Pytam jej czy to prawda. Ona mówi, że owszem, tak 3 razy w tygodniu o 9 wieczorem. Pytam ile to kosztuje, bo ja jeszcze bez pracy. A ona na to, że za darmo, pracuje charytatywnie. Wtedy moja szczęka zetknęła się z chodnikiem. Nie dość, że kobieta spadła mi z nieba, nie dość, że lekcje mogę mieć trzy razy w tygodniu, to jeszcze za darmo?

Wniosek

Od miesiąca już korzystam z tych lekcji ile się da.

Uważam, że to nie był przypadek.

Uważam, że Bóg jest wielki, wszechmogący i że dba o swoje dzieci.

Tak uważam.

Oczywiście nie obyło się bez współpracy, bo ja też jednak musiałam coś zrobić: wyjść i znaleźć w sobie odwagę na chwilę pogawędki z nieznajomymi, w obcym języku. Ale z ponad dwóch tysięcy osób mieszkających we wsi, jako jedną z pierwszych spotykam akurat nauczycielkę?! Wspaniałe! Dzięki, Ojcze!

Dominika

 

Psalm 100

Radośnie wykrzykujcie Panu, wszystkie ziemie!

Służcie Panu z weselem, przychodźcie z radością przed jego oblicze.

Wiedzcie, że Pan jest Bogiem, to on nas uczynił, a nie my sami siebie; jesteśmy jego ludem i owcami jego pastwiska.

Wejdźcie w jego bramy z dziękczynieniem i do jego przedsionków z wychwalaniem; wysławiajcie go, błogosławcie jego imię;

Pan bowiem jest dobry, jego miłosierdzie trwa na wieki,a jego prawda z pokolenia na pokolenie.

13 komentarzy

  • Super historia. Załączam alfabet reakcyjny:

    Ach!
    Bomba!
    Czad!
    Dobre!
    Ejmen!
    Fajowo!
    Git!
    Hehe!
    Iberyjsko!
    Jupiii!
    Kosmos!
    Lol!
    Miazga!
    Niesamowite!
    OMG!
    Piąteczka!
    Rewelka!
    Szok!
    TaDaa!
    Wow!
    Zajefajnie

  • Zgadzam się, historia zajefajna. I jak tu nie wierzyć w ingerencje Boga. Nic więcej nie dodam bo Karolina wyczerpała wszystkie możliwe opcje reakcyjne:)

  • Świetna historia
    Ja jestem niedorajdą życiową i modle się do Boga aby coś ze mną zrobił, bo ja sam nie jestem w stanie, chciałbym aby mi dawał wskazówki, ciągle trzymał za rękę, bo jak mnie opuści to sobie nie poradzę, wina mamy że mnie we wszystkim wyręczała, teraz są tego efekty.
    Zerowa samoocena, ciągła chęć i bombardowanie nieba aby Bóg mnie trzymał za rękę, bo sam nic nie umiem, nie potrafię i tak dalej

    Jak z tego wyjść?

    • Wyjdź do ludzi. Zmień okoliczności, w których możesz unikać podejmowania decyzji i ucz się to robić, nie przejmując się tym, jak małe będą pierwsze kroki. Pierwszym nich było zauważenie tego i chęć zmiany. To już zrobiłeś na własny rachunek.

    • Zgadzam się z tym co mówi Karolina. A od siebie dodam, znajdź to co lubisz, znajdź coś w czym jesteś dobry. Bóg na pewno dał ci jakiś talent, może musisz go poszukać. Rób duuuużo nowych rzeczy. Patrz co lubisz, co sprawia ci przyjemność. Nie bój się zmieniać i testować. Na początek możesz być mistrzem w robieniu tostów, to już coś!
      Wyjdź do ludzi, zapisz się na szachy, idź na planszówki, idź na spotkanie językowe. Szukaj sam nowych rzeczy.
      Musisz wyjść ze swojej bezpieczej strefy, narazić się stres. Na początku będzie trudno i będziesz musiał się zmusić, zacisnąć zęby i narazić się na „nieznane”. Bóg cię nie wykopie, pierwszy krok należy do ciebie.
      Pocieszające jest to, że jak już wyjdziesz, to cię nie zostawi, jak w drodze na nowe spotkanie poprosisz o odwagę, to On ci pomoże.
      Nie wiem jak to się dzieje, ale mi pomaga. Ale zawsze jestem już w trakcie ryzykowania.
      W takich „niebezpiecznych” sytuacjach pomaga mi też myśl, że Bóg mnie zaakceptował, że mnie lubi, nawet jak myślę lub powiem coś głupiego. W sumie to Jego opinia najbardziej się dla mnie liczy. On zna moje intencje, wie co myślę i przede wszystkim dlaczego tak myślę.

      Tak jak napisałam: „Oczywiście nie obyło się bez współpracy, bo ja też jednak musiałam coś zrobić: wyjść i znaleźć w sobie odwagę na chwilę pogawędki z nieznajomymi, w obcym języku.”
      Widzę, że Bóg reaguje na współpracę. Na wykazanie inicjatywy. Nie myśl o tym jaki jesteś, myśl o tym jaki chcesz być. Szukaj spodobów i DZIAŁAJ aktywnie 🙂 Nie myśl o wysztkim naraz, wyznacz sobie jedną małą rzecz do nauczenia i skup się tylko na niej. I tak krok po kroku za jakiś czas zobaczysz efekty.
      Jeśli mieszkasz z mamą to się wyprowadź, żeby było ci łatwiej się uczyć.

      • No dobrze, a co jeśli od dziecka pamiętam że mówili o mnie że jestem beznadziejny, nieudaczny a życie to potwierdziło?
        Na jakiej podstawie mam budować siebie innego? że Jezus tak powiedział? przecież ja nigdy w to nie uwierzę, muszę mieć podstawę do tego, coś namacalnego abym uwierzył że tak jest.

        • Myślę, że jeśli będziesz próbował dużo różnych rzeczy, jak pisze Dominika, to znajdziesz co najmniej kilka, w których jesteś całkiem niezły i z jedną, dwie, w których jesteś świetny. Oczywiście nie od razu. Bycie świetnym w czymś wymaga czasu i wysiłku. Ale najpierw musisz odkryć w czym chciałbyś być świetny.
          Ja przez wiele lat uważałem, że nie potrafię rozmawiać, bo przy stole rodzinnym zawsze jak się odezwałem, to wszyscy się ze mnie śmiali. Więc doszedłem do wniosku, że skoro nie mam nic ciekawego do powiedzenia, to po co w ogóle się odzywać. I przez wiele lat byłem przekonany, że nie mam nic sensownego do powiedzenia. Zmiana tego wymagała przełamania swoich lęków i kilku prób powiedzenia czegoś do ludzi. A wtedy okazało się, że oni się wcale nie śmieją, a czasem nawet przyznają mi rację.
          Tak więc nie poddawaj się. Skoro ja mogę pisać artykuły czytane przez setki ludzi, to ty możesz robić wszystko, o czym myślisz, że nie potrafisz, albo ci nie wychodzi. Czasem wystarczy spróbować (a czasem spróbować trochę bardziej).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *