Opiekunka staruszków Dominika

Cudem zakończona przeprowadzka

To jest ciąg dalszy historii „Przeprowadzamy się„. Kto nie czytał, niech poczyta co się dziwnego działo. A teraz zakończenie.

Po wydarzeniach z ostatniego wpisu wróciłam do pracy na magazynie. A potem umówiłam się na oglądanie nowego mieszkania od pana Hindusa, z polecenia pani Basi z polskiego sklepu…

Cudem znalezione mieszkanie

W dniu oglądania jechałam do Southampton już pewniejsza siebie. O umówionej godzinie okazało się, że właściciela nie ma. I nie będzie. Mieszkanie pokazywać mi będzie zamieszkująca je dziewczyna.

Cudeńko! Dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Wszystko w nowszym standardzie niż to w którym mieszkaliśmy poprzednio. Opłaty podobne, landlord miły (podobno), tylko w podeszłym wieku i trzeba mu się przypominać. Sąsiedzi spokojni (podobno). Dwie rodziny z Polski, jedna z Rumunii. Lokalizacja idealna, blisko centrum. Na naszej ulicy jest pełno sklepów i restauracji.

I wielkim bonusem okazało się to, że lokatorka wyprowadza się za 4 dni, więc prawdopodobnie będziemy mogli wprowadzić się wcześniej. Stwierdziłam: bierzemy!

Natychmiast po wyjściu zadzwoniłam do landlorda i mu to oznajmiłam. Powiedział że dobrze, tylko żebym mu najpierw wysłała holding deposit, rezerwujący nam to mieszkanie. Zapaliła mi się czerwona lampka: w Anglii ciągle słyszy się o oszustach. Sama miałam kontakt z dwoma. No ale zgodziłam się, bo innego wyjścia nie miałam. Umówiliśmy się, że następnego dnia przyśle nam numer konta i kwotę, a ja mu odeślę pieniądze i nasze dane do przygotowania umowy. I podekscytowana wróciłam do domu.

Stres

Następnego dnia w pracy myślałam że się posram ze stresu. Bo czekam na tego sms-a od nowego landlorda i nic nie przychodzi. Mija jedna, druga, trzecia godzina i nic.

Dopiero koło 12-stej dostałam wiadomość, napisaną dziwnym angielskim. Rozszyfrowaliśmy ją i wydobyliśmy potrzebne informacje, a Martin natychmiast zrobił przelew. Pan zażyczył sobie jeszcze listów z naszych prac i referencje od teraźniejszego landlorda. Oho, biurokrata!

Po pracy wysłałam maila z naszymi danymi. Zleciłam komu trzeba przygotowanie referencji i na rano były gotowe i wysłane.

I następnego dnia – cisza! Nie wiem nic. Czy gość dostał te maile czy nie. Telefon sprawdzam co kilka minut, mimo że w pracy jest zakaz używania. Cisza i stres wielki. I brak kontroli nad sytuacją.

Na przerwie zapytałam SMS-em landlorda czy dostał maile. Odpisał że sprawdzi wieczorem i że da mi znać.

Tego dnia już się nie odezwał.

Stres, stres

Następnego dnia znowu jestem w pracy. Pakuję kawę, ale kawy nie piję i myśli nie mogę odpędzić od potencjalnych negatywnych scenariuszy. Tyle rzeczy może pójść nie tak. A co jak się już nie odezwie? A jak sobie zabierze pieniądze i pójdzie? Nic nie pisze, nie dzwoni…

A z drugiej strony wiem przecież, że to mało prawdopodobne scenariusze, no i że przecież… Bóg. Powinnam się nie przejmować. Gdzie moja wiara? Gdzie moja pewność, że Bóg się tym zajmie? Przez tą świadomość czułam się jeszcze gorzej. I pracowałam dalej, zestresowana, z wyrzutami sumienia i z poczuciem winy. Chciałam się nie przejmować. No ale, nie potrafiłam… Taki ze mnie wielki chrześcijanin…

Aż strach pomyśleć ile złych paczek wysłałam tego dnia.

Nareszcie! Odpisał! Dostał maila i teraz chce wiedzieć kiedy się wprowadzamy! Zadzwoniłam i ustaliliśmy datę: piątek, 15.01.2021. Dogadaliśmy się, że umowę podpiszemy w dniu przeprowadzki. I wtedy też da nam klucze. I wtedy pierwszy raz się w ogóle zobaczymy. Wszystko na odległość i w ostatniej chwili, bez możliwości odwrotu i w samym środku pandemii. Wspaniale!

Stres, stres, stres

Cały kolejny dzień czekałam na maila z treścią umowy. Znowu sprawdzałam telefon co kilka minut, odświeżałam skrzynkę. Nic. Cisza.

I znowu myśli się we mnie kotłowały. Robiłam sobie wyrzuty, że jak przychodzi czas próby to ja się trzęsę jak galareta.

Napisałam mu wiadomość, że nie dostałam maila. Przez cały dzień nie odpisał.

Po południu, znowu mu napisałam, że może się pomylił w adresie mailowym, bo dalej nic nie mam. Wieczorem wzięłam i zadzwoniłam. Pan stwierdził, że zlecił znajomemu wysłanie umowy i był zdziwiony że nic nie dostałam. Powiedział, że to sprawdzi i wyśle mi umowę, jutro. Osobiście.

Wkurzało mnie, że tak słabo mi idzie to nieprzejmowanie się. Że taka marna ta wiara, że Bóg się tym zajmie. Bo najgorsze jest to, że wcześniej tak nie miałam! Leciałam przez życie na żywioł i byłam pewna, że Bóg mnie złapie.

Co mi się stało?

Niby wier, ale moje ciało reaguje – dużym stresem. Bez sensu.

Zagadałam do przyjaciółki Karoliny. Stwierdziła że:

  1. Dźwigam teraz większą odpowiedzialność.
  2. Nie wiem jak zachowają się inni ludzie, bo oni mają swoją własną wolę i w każdej chwili mogą zmienić zdanie.
  3. Więcej doświadczenia daje większe poczucie odpowiedzialności i świadomość wielu możliwych potencjalnych rozwiązań.

Kurde, faktycznie.

Dlaczego jest tak trudno?

Ja się spodziewałam, że z czasem to chrześcijańskie życie będzie łatwiejsze. Że Bóg będzie zawsze za mnie wszystko robił, tak jak to było na początku. A tu może zaczął się już inny etap, a ja go przeoczyłam?

Kontynuowałam sobie poranne czytanie Nowego Testamentu i zaskoczyły mnie tam dwa zdania:

„Jezus zapłakał nad Łazarzem i był głęboko wzruszony”

Zaraz, wiedział, że go ożywi a mimo to zapłakał? Co? To nie ma logicznego sensu.

I drugi fragment:

„Teraz dusza moja doznała lęku i cóż mam powiedzieć? Ojcze wybaw mnie od tej godziny? Nie, właśnie dlatego przyszedłem na tę godzinę”.

Co? Jezus się lękał, bał się, płakał? Gość, który jest dla mnie wzorem, syn Boga z pierwszej ręki a miał takie ludzkie odruchy…?! A znał przyszłość, znał osobiście Boga.

I Bóg nie był nim zawiedziony?

Bóg powierzył mu takie wielkie rzeczy do zrobienia, a tu się okazuje, że to ktoś z tak niedoskonałymi (w moim rozumieniu) odruchami.

A ja się tu zamartwiam sobą! Widocznie chcę przerosnąć mistrza.

I po stresie

Następnego dnia rano dostałam umowę i wszystko zostało zaklepane.

Dwa dni przed przeprowadzką i dokładnie w dniu zwolnienia się z magazynu, nasi starzy landlordowie… zaoferowali mi pracę. W Southampton, w naszym nowym mieście! Teraz, kiedy to piszę, skończył mi się właśnie tydzień szkolenia. A już za chwilę będę pracowała jako opiekunka w domu spokojnej starości. Zgrało się idealnie!

W dzień przeprowadzki nasz były landlord zorganizował dwa samochody i trzech gości do noszenia (Martin opisał tą historię tutaj). Wszystko poszło bardzo sprawnie i po trzech godzinach mieszkaliśmy już w Southampton, z umową, kluczami i wszystkim.

Na pożegnanie, nasz poprzedni landlord podziękował nam, że im pomogliśmy i s wyprowadziliśmy przed czasem. Bo jeszcze tego dnia, po naszej przeprowadzce miał podpisać umowę sprzedaży z nowym właścicielem budynku, w którym mieszkaliśmy. To był ten główny powód naszej przeprowadzki.

Dla nas historia zakończyła się tak szczęśliwie jak tylko mogła. Mieszka nam się tutaj super i przy okazji dokonałam małego odkrycia o Jezusie i sobie samej.

A tego samego dnia wieczorem, dostałam SMS-a z wiadomością od byłej landlady. Kupiec w ostatniej minucie się wycofał. Wyprowadziliśmy się w ostatnim momencie. I okazało się na koniec, że nasza wyprowadzka okazała się właściwie w ogóle niepotrzebna.

I po tym SMS-ie, na tym nowym mieszkaniu, wyszły mi ciarki z tego zbiegu bożookoliczności.

1 komentarz

  • „Pan zażyczył sobie jeszcze listów z naszych prac i referencje od teraźniejszego landlorda. Oho, biurokrata!”
    Heh, mam pytanie co Martin wpisał jako swój zawód i list z pracy? 🙂

    „I znowu myśli się we mnie kotłowały. Robiłam sobie wyrzuty, że jak przychodzi czas próby to ja się trzęsę jak galareta.”
    Dominiko, bo ty się wykończysz jeszcze przez ten stres. Tyle już się przeprowadzaliście, że powinniście się do tego przyzwyczaić w sumie (do takich akcji).

    „Dźwigam teraz większą odpowiedzialność.”
    Dokładnie.

    „A ja się tu zamartwiam sobą! Widocznie chcę przerosnąć mistrza.”
    Najwidoczniej :-).

    „A już za chwilę będę pracowała jako opiekunka w domu spokojnej starości. ”
    O tym mam nadzieję Martin zrobi odcinek izby wytrzeźwień z twoim udziałem :-).

    „Dla nas historia zakończyła się tak szczęśliwie jak tylko mogła. Mieszka nam się tutaj super i przy okazji dokonałam małego odkrycia o Jezusie i sobie samej. ”
    I super!

    „I po tym SMS-ie, na tym nowym mieszkaniu, wyszły mi ciarki z tego zbiegu bożookoliczności.”
    Hehehe, życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *