Nergalczyk

O darciu Biblii oraz ryja

Dzień z życia Kościoła Mocy:

Agata pełna Mocy (to ta co wygląda jak strajkująca nauczycielka) zniszczyła Biblię Artura pełnego Mocy (to ten co wygląda jakby był w trasie i pobierał energie z kosmosu), krzycząc, że na tej sali jest tylko jedna rzecz, która nie ma Mocy, i jest nią Biblia.

 

Poniekąd miała rację. Biblia sama z siebie, widziana jako zbiór informacji, jest bezużyteczna. Podobnie jak program na dysku, bez komputera, który program wykonuje, jest bezużyteczny. Tylko czy dla ilustracji tego spostrzeżenia konieczne jest rozwalenie młotkiem dysku powtarzając w dzikim uniesieniu „tyle to jest warte”? Dlaczego tak się emocjonować o nic nie warty dysk?

Co na to Biblia

Sama Biblia, a dokładniej Jakub, w swoim liście napisał: „wiara bez uczynków jest martwa„. Opisał więc ten sam problem, chociaż z trochę innego kąta. Równie dobrze mógłby napisać, że informacja bez działania nie ma żadnej wartości. Nie byłoby wielkiej różnicy, znacznie to samo, tylko ogólniejsze.

Ale ze słuchaniem Jakuba nie mam problemu. Miał w moich oczach tego plusa, że kiedy mówił swoje spostrzeżenia, to nie musiał dla ilustracji niczego niszczyć, ciskać się po sali ani wpadać w histeryczne stany emocjonalne. Gdyby musiał, świadczyłoby to źle o jego poziomie umysłowym albo o poziomie jego słuchaczy.

Spór między czarodziejami

Rozmowa pod tym nagraniem jest jeszcze ciekawsza niż samo nagranie. Większość komentarzy tej sytuacji to krytyka. Ale co dokładnie ludzie krytykują i dlaczego? Ano mówią, że:

  • Biblię trzeba szanować, bo to święta księga
  • nie wolno niszczyć Biblii, bo za nią ludzie umierali
  • ci co niszczą Biblię są pod wpływem sił demonicznych
  • to przykład tego jak wiara w Boga robi z ludzi nawiedzonych fanatyków

I to, jak łatwo możecie sprawdzić, są praktycznie wszystkie stanowiska w tej sprawie.

Co oznacza, że większość ludzi krytykujących targanie Biblii na scenie widzi w tym magiczny rytuał dotyczący magicznego obiektu. Świętość Biblii została sprofanowana, a źródłem są siły nadprzyrodzone.

Wychodzi więc na to, że magicznie myślący, irracjonalni ludzie oburzają się na magicznie myślących, irracjonalnych ludzi. W jednym tylko wszyscy są zgodni: do Biblii i Boga należy podchodzić magicznie.

Jeżeli chcesz więc zrozumieć na czym polega współczesne chrześcijaństwo, to wyjaśnię ci to ilustracją.

Chrześcijaństwo to Hogwart.

Agata targająca Biblię jest kimś w rodzaju Malfoya z domu Slytherin (albo jego żony), a krytykujący ją to czarodzieje z Gryfindoru. Cała reszta ludzkości to oczywiście Mugole. W tym wypadku spór poszedł o to, że Malfoyowa użyła zakazanego czaru.

Mugole oczywiście nic z tego nie rozumieją, więc nie należy sobie nimi zawracać głowy. Bycie czarodziejem to w końcu rzecz elitarna.

W tej sytuacji inicjatywa taka jak Odwyk albo blog PoLudzku wydają się oazą rozsądku.

Tylko barbarzyńcy niszczą książki

Malfoyową nie za to należy potępić co zrobiła, ale czego nie zrobiła.

Bo czym się różni człowiek rozumny i cywilizowany od prymitywnego barbarzyńcy? Tym, że pierwszy hamuje swoje odruchy, stawiając umysł nad impulsami. Drugi oddaje się całkowicie pod panowanie impulsów, emocji, zachcianek, odruchów.

To właśnie stosunek do umysłu, rozsądku, trzeźwości, myślenia zmienia barbarzyńcę w człowieka cywilizowanego.

Problem targania Biblii na scenie wśród okrzyków „amen” nie jest problemem typu: czy to biblijne postępowanie czy nie. To o wiele bardziej fundamentalny problem, który można określić: czy to zachowanie mieści się w podejściu człowieka cywilizowanego czy to przejaw barbarzyństwa?

Odpowiedź jest jasna: nie, nie mieści się. Tylko barbarzyńcy palą książki.

Prymitywne, dzikie ludy nie potrafią odczytywać znaczeń, nie widzą symboli, nie rozumieją kontekstów kulturowych. Dla nich wszystko jest albo materialistyczne albo magiczne. Ale nic nie podlega ocenie z punktu widzenia myślenia i logiki.

W przypadku chrześcijaństwa barbarzyństwo przejawia się wyjątkowo nieprzyjemnie: ludzie pozbawieni trzeźwej kontroli umysłu, interpretują wszystkie swoje impulsy, odczucia, lęki, pomysły w sposób chrześcijańsko-magiczny: jako głosy nadprzyrodzone.

Co siedzi w głowie Agaty?

W prymitywnym, barbarzyńskim umyśle Agaty pełnej Mocy pojawił się znienacka pomysł, że można zilustrować różnicę między informacją a działaniem, rozszarpując na kawałki Biblię. Przy okazji odmagiczniłaby też Biblię, odbierając jej rolę swego rodzaju talizmanu, świętej rzeczy.

Nad takim pomysłem ja bym się zastanowił. Ale ona nie. Ona zinterpretowała swój odruch natychmiast jako proroczy głos od Boga.

Będąc pod wrażeniem niezwykłości koncepcji, tym bardziej przypisała cały pomysł Bogu. Lekki opór łomoczącej się gdzieś resztki rozumu pokonała łatwo, interpretując to w klasyczny sposób: Bóg wystawia mnie na próbę, każąc decydować czy posłuszeństwo będzie silniejsze niż strach.

– To nie strach! To rozum! – zawołał gdzieś z głębi ostatnim wysiłkiem głos rozsądku i umarł.

Zachwycona własną umiejętnością słyszenia głosu Boga Agata, przystąpiła w podnieceniu do działania.

Resztę możecie podziwiać na filmie.

I stąd to jej pełne zapału zachowanie, które inni magicznie myślący barbarzyńcy, łatwo interpretują jako przejawy sił demonicznych.

Ale nie, to nie demony. To głupota.

Gdyby magiczna Agata miała umysł cywilizowanego człowieka, podpowiedziałby jej, że akt niszczenia Biblii ma całą masę znaczeń. I że większość z tych znaczeń mówi ludziom zupełnie co innego niż to, co ona by chciała, żeby usłyszeli.

Bo chyba nikt nie zakłada, że pełna Mocy Agata faktycznie zgadza się z tym, że:

  • Wiara w Boga nie jest nic warta
  • Boga nie ma
  • Przekonań religijnych ludzi nie należy respektować
  • Siła jest ważniejsza niż rozum
  • Poglądy Nergala na Biblię i Boga są fajne

A te wszystkie rzeczy – i znacznie więcej – są powszechnie kojarzone z niszczeniem Biblii. I tak właśnie zostaną odczytane.

Nie dziwi mnie więc krytyka. Ale dziwi mnie (już niestety coraz mniej), że chrześcijanie krytykując teatr, widzą w nim nie głupotę, a magię.

Co tylko potęguje efekt i pomaga takim ludziom istnieć i kontynuować swoje przedstawienia i misję zmieniania chrześcijaństwa w barbarzyństwo.

Bo widzenie w nich złych czarodziejów wzmaga strach. Z kolei widzenie w nich pajaców, wzmaga śmieszność.

Co robić, jak żyć?

Nie bójcie się, bo nie ma czego. Tam nie ma żadnych demonów. To tylko zwykła ludzka głupota. To znane, powszechne wypięcie się na trzeźwość i logikę, na uczenie się matematyki, na czytanie książek, na słuchanie starszych, na samokontrolę, na ten największy z danych nam darów Boga: rozum.

Więc jeżeli przyjdzie ci być świadkiem takiej sytuacji, i poczujesz nagłą ochotę, żeby wyjść na środek i zaśmiać się parze czarodziejów w nos, to ten jeden raz pozwól sobie na to. Śmiało! Nic ci nie grozi. Zobaczysz jak czar pryska, niczym w książce „Srebrne Krzesło” z Kronik Narnii.

Myślisz, że ściągną na ciebie pioruny z nieba? Że rzucą na ciebie klątwy i opętają cię demony?

Cerońscy ani nie są demoniczni ani nie są wysłannikami od Boga. Są barbarzyńcami, produktami naszych czasów, którzy odkryli cudowny świat emocji i przeczuć, i rzucili się w niego jak w narkotyki. To ludzie na służbie własnych lęków i euforii, którzy mówią:

– Oto Bóg! Patrz co się dzieje! Czujesz to? Skoro to czujesz, jest to realne.

Ale jest to równie realne, jak przekonanie narąbanego alkoholika, że jutro ze szwagrem założą firmę komputerową i za miesiąc będą mieli miliony.

Co robić z takimi ludźmi? Śmiać się!

Czy im to pomoże, nie wiem. Ale pomoże tym, którzy za nimi idą. Pomoże tobie, żebyś się przestał bać.

I przede wszystkim pomoże to tym, którzy znają wiarę w Boga tylko w wersji magii dla barbarzyńców. Pomoże im zobaczyć, że można inaczej.

Poza tym: czytajcie książki, grajcie w szachy, uczcie się języków.

18 komentarzy

  • A ja mam pytanie z innej beczki.
    Nawiązujac do Jakuba
    ”Wiara bez uczynków jest martwa”

    Co to oznacza?
    Ze mam wierzyć i coś robić w tym temacie, czyli o coś proszę i działam, czy moje działanie ma się kończyć na ufności?

    Czy może druga wersja, że chodzi o uczynki zapisane w Biblii, czyli skoro wierze, to moje działanie polega na przestrzeganiu tego co jest zapisane w Biblii??

    • Znaczy to co mniej więcej powiedziała Czarodziejka: czyli że wiara musi się w jakimś postępowaniu przejawić, żeby miała jakieś znaczenie.

      Chodzi o wiarę w oryginalnym znaczeniu tego słowa: zaufanie, że coś się stanie, chociaż pewności nie ma. W tym wypadku zaufanie, że Bóg sprawi, że tak będzie.

      Przykłady, które Jakub podaje wyjaśniają dokładnie o co mu chodziło, o jaki rodzaj czynów. Przykład Abrahama: jego wierzenie, zaufanie Bogu nie przejawiło się tym, że to czuł ani że to deklarował, ale tym, że zabił własnego syna. No, nie dokończył, bo go Bóg zatrzymał w ostatniej chwili, ale zrobiłby to.

      I ten właśnie rodzaj czynu jest tym, o co chodzi, czyli wyrazem wiary.

      I, zwróć uwagę, to nie musi być czyn ani dobry ani zły (ten akurat był raczej zły). Chodzi o to, że jest wynikiem zaufania do Boga.

        • Nadzieja jest takie przekonanie, że warto na coś czekać.

          A wiara to jest przeświadczenie, że coś jest prawdą, chociaż nie możesz być pewny.

          Trochę w sumie podobne koncepcje, obie dotyczą podejścia człowieka do przyszłości.

          A jeszcze jest wiara w kogoś. Ale to po prostu zaufanie do kogoś.

  • Abstrahując od tego, że to Agata Mocna i od jej poglądów, to kto w tych komentarzach ją atakuje? Czy nie właśnie tacy „barbarzyńcy”, którym mózg podpowiada skojarzenie „niszczenie biblii” -> „Wiara w Boga nie jest nic warta, Boga nie ma, Przekonań religijnych ludzi nie należy respektować, Siła jest ważniejsza niż rozum, Poglądy Nergala na Biblię i Boga są fajne”?

    W końcu przekaz z filmu jest jasny, prosty, wiadomo o co chodzi, że to nie jest odwtworzenie koncertu Behemota. Te reakcje w komentarzach są dla mnie o wiele bardziej przykre, niż ten film.

    W ogóle to sobie wyobraziłem taki obraz:

    Agata miała taką czapę kucharską i książkę kucharską a wokół niej stało pełno adeptów kucharstwa, i Agatka opieprzała wszystkich dookoła, że nie gotują, że uczenie się na pamięć przepisów nie ma sensu, i zaczęła ją w ekscentrycznym szale rozdzierać na strzępy.

    I ktoś z widzów by pomyślał o tym, że Agata Mocna nienawidzi gotowania i w ogóle uważa, że jak jeść, to tylko na mieście a przyrządzanie potraw samodzielnie to głupota?

    No chyba nie, bo się popatrzy na kontekst sytuacji i wywnioskuje, o co chodzi. A z tą wiarą to jakoś tak nie wychodzi i automatyczne skojarzenia, wpojone przekonania od razu biorą górę, jak u psów Pawłowa: darcie ksiązki = potępianie idei w niej zawartych.

    • Tak by można pomyśleć faktycznie, że ludziom doskwiera analfabetyzm funkcjonalny i jak słyszą u Korwina „za Hitlera były niższe podatki” to rozumieją „Korwin chce rządów Hitlera”.

      Ale widzę tu dwie rzeczy, które nie pozwalają tak na to patrzeć.

      Po pierwsze, takie występy są adresowane do wszystkich ludzi, a nie tylko do tych bardziej inteligentnych. Fakt, że świat idzie w barbarzyństwo, przesądy i ciemnotę, ale ktoś kto wychodzi na scenę z zamiarem poprawiania świata, musi sobie zdawać z tego sprawę do kogo mówi. I wykazać ostrożność. Bo za tą ostrożnością stoi właśnie troska o to, żeby rezultat był jak najlepszy.

      A druga rzecz to styl tego darcia.

      Ten emocjonalny sposób traktowania kartek bardzo utrudnia chłodne zastanawianie się nad szukaniem kontekstów.

      Gdybym ja miał zamiar drzeć Biblię w celach poznawczych, to zrobiłbym to w atmosferze uspokajania, wyjaśniania, jasnego zastrzegania o jaki kontekst chodzi.

      A ta gdzie tam! Wzięła, podarła, skopała i ani się zastanowiła czy kto stanie na wysokości zadania i zrozumie czy nie.

      No trudno jej tego nie zarzucać: bo jeżeli oczekuje od ludzi chłodnego, rozumowego zastanawiania się nad właściwym znaczeniem akcji, to dlaczego sama nie przeprowadza jej chłodno i rozumowo?

      Nawet mocno ucywilizowany człowiek ma problem, żeby odciąć się od tego całego cyrku i nabrać dystansu umożliwiającego zrozumienie sensu operacji. No bo nie tak łatwo wydobywać właściwe konteksty a ignorować całą masę nieistotnych, kiedy ci rozstrojona emocjonalnie kobieta wrzeszczy nad głową, a obok ciebie wyznawcy pokrzykują „amen”.

      Ale fakt, krytykujący patrzą przez YouTube, więc już z dystansu. I powinni zrozumieć przekaz.

      Co wcale nie sprawia, że należy pochwalić za sposób przekazania tej treści.

  • Problem jest w tym, że osoby, które mają wpływ na innych, jacyś liderzy, pastorzy i przywódcy, oni tam widzą w tym filmie Agaty nową wersję Behemotha, atak demoniczny i niszczenie świętości. Ci, którzy mają realny wpływ na innych, na tych mniej dojrzałych i mniej doświadczonych, oni widzą coś, czego tam nie ma, i dają przykład reszcie, jak należy myśleć i jak należy postępować.

    Korwin nie jest dobrym politykiem, bo mu brakuje empatii i wyczucia – to fakt. Ale gdy elita zaczyna krzyczeć, że Korwin chce powrotu Hitlera, to taka elita jest do dupy.

    Jak dla mnie przekaz Agaty jest bardzo jasny i podejrzewam, że większość osób na tamtej sali zrozumiała o co jej chodzi. Ja to mam problem z tym przekonaniem, że im coś bardziej wykrzyczane w egzaltowany sposób, tym bardziej pełne ducha i mocy. A im więcej refleksji, to „DUCHA NIE GAŚCIE!!!!”. A na sali nie było miejsca na zastanowienie się: czy rzeczywiście prawda, że wiedza bez używania jest nic nie warta? Czy w ogóle można używać całej wiedzy, która jest w Biblii? I tak dalej…

    Przykre jest to, że gdyby Agata albo Artur nie zrobili takiego kontrowersyjnego gestu, ale po prostu tłukli tak ludziom do głowy jakieś inne przekonania, to myślę, że większość komentujących ten film nie miałaby z tym żadnego problemu i by to przeszło bez echa.

  • Nie rozumiem skąd dostałeś tak dokładne informacje o toku i sposobie rozumowania Agaty i stanach emocjonalnych które poprzedziły tą szopkę? Czemu tak łatwo wrzucasz ją do wora ‚barbarzyńców’? Nie widzisz żadnych innych możliwych wyjaśnień?

      • Myślę, że są 🙂 Niekoniecznie korzystne dla Agaty ale też nie stawiające jej w tak złym świetle. Piszę to wszystko bo mam wrażanie, że ten post wsadza w głowę i usta Agaty rzeczy których może tam nie być i w ten sposób zwyczajnie ją obraża. Przykro mi się czyta takie rzeczy (co nie znaczy, że nie było mi przykro oglądać tego i innych filmików z Kościoła Mocy)

        • No ja wiem o co ci chodzi i rozumiem. Nie jestem fanem niepotrzebnego chodzenia ludziom po głowach, bo ja ogólnie ludzi lubię, a do wszystkiego mam dystans.

          Ale, jak napisał Jakub w liście: „niech niewielu z was zostaje nauczycielami, bracia moi, gdyż wiecie, że otrzymamy surowszy wyrok” [Jak 3:1]

          Od ludzi, którzy uczą innych wymaga się więcej i biorąc na siebie taką rolę biorą na siebie odpowiedzialność. Niech więc odpowiada, skoro chce uczyć.

          Nie bez powodu ta krytyka. Od ponad 20 lat bywam to tu to tam w różnych kościołach mocy, i po tylu latach doświadczeń muszę niechętnie stwierdzić, że większość tej mocy, to moc wydzierania się i moc sterowania tłumem. Moc od Boga bywa tam też, ale rzadko.

          I nie byłoby to specjalnie straszne – ot taki tam kolorowy folkor, każdy ma w końcu swoją swoją formę ekspresji – gdyby nie obserwacja, że długotrwałe przebywanie w takich klimatach robi realną krzywdę tak zwanym zwykłym ludziom. Czasem krzywdę, czasem wręcz spustoszenie.

          Nie przesądzam tutaj o winie kogokolwiek. Ale mówię to co widzę. Stąd ta moja krytyka ludzi odpowiedzialnych za generowanie tych klimatów – bo oni się fajnie bawią, tylko że inni ponoszą konsekwencje.

          Może i powinienem się zamknąć faktycznie, bo nie moja impreza. Ale trudno mi być obojętnym. Sorry. Taki już jestem. Nieobojętny.

          • O! A pod tym komentarzem to bym się podpisał obiema rękami i nogami 🙂 poza tym:

            „Może i powinienem się zamknąć faktycznie, bo nie moja impreza. Ale trudno mi być obojętnym. Sorry. Taki już jestem. Nieobojętny.”

            bo nie uważam, że lepiej jest się zamknąć. Temat jest ważny i warto go poruszać. Chodzi mi tylko o to, że można to robić bez niepotrzebnego stawiania kogoś w złym gorszym świetle niż posiadane informacje na to wskazują. A takie wrażenie odniosłem w tym wypadku.

            Agata mogła przekazać to co chciała bez darcia biblii i darcia innych rzeczy :). I myślę, że Ty (a widziałem to w innych wpisach!) mógłbyś przekazać to co chciałeś.

            btw. Fajne rzeczy robisz i mam nadzieję, że szybko się to nie skończy 🙂

          • szkoda, że nie ma edycji postów.

            miało być:

            I myślę, że Ty (a widziałem to w innych wpisach!) mógłbyś przekazać to co chciałeś bez ‚chodzenia komuś po głowie’

            Pozdrówka!

  • „Biblię trzeba szanować, bo to święta księga..”
    przyznam, że czytałem kilka przekladów mniej lub bardziej …jak by tu… orginalnych.
    I ..świety to jednak niezmienny i oddzieloby, choć do przedmiotu to trudne do zastosowania.
    Ale które tłumaczenie jest dla ciebie tym świętym, które wydanie tego tłumaczenia. Czy masz indywidualne zrozumienie „świętości..” 🙂

    • „Biblię trzeba szanować, bo to święta księga” – tak mawiają ludzie. Ja tak tego nie widzę. To dzieło wspólne, Boga i ludzi, ale nawet gdyby było pisane osobiście w niebie przy biurku Boga, to i tak nie za bardzo bym wiedział, co to znaczy, że utrwalone słowa są święte.

      Mnie interesuje czy jest w tym tekście autorstwo Boga, i jak to autorstwo rozumieć.

  • Mam takie pytanie:
    Jakbyś wysłał do kogoś list, w którym zawarte byłyby pewne sugestie dotyczące jego życia, a on by ten list podarł, podeptał i wyrzucił, to co Ty byś o tym pomyślał?

    • Czy ja wiem? Że ma gorszy dzień? Że może faktycznie niepotrzebnie mu się narzucam i wtrącam do jego życia? Niezamawiana korespondencja nazywa się spam. A ja ze spamem robię gorsze rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *