foto-cud

Cud w sklepie fotograficznym

Chciałem sobie kupić obiektyw do aparatu. Jeden z droższych. I właściwie niepotrzebnych, ponieważ nie jestem zawodowym fotografem. Takie hobby. Hobby kosztuje.

Chciałem poczekać na jakąś promocję, żeby było taniej. Po pewnym czasie okazało się, że obiektyw jest trudno dostępny i na promocje nie ma co liczyć. Niestety, napaliłem się na ten konkretny i żaden inny.

Znalazłem jeden sklep w necie, który twierdził, że ma go na stanie. Wpłaciłem kasę i… dostałem maila, że nie mają go na stanie. I nie będą mieli. Na szczęście szybko zwrócili pieniądze.

Potem od oficjalnego dystrybutora dostałem informację, że może będzie za miesiąc, może za pół roku, a może wcale. I już miałem zrezygnować, kiedy przypomniałem sobie, że mam przecież sklep fotograficzny po drodze z pracy. Wstąpiłem tam i dostałem w twarz standardowym „nie ma od dawna, nie wiadomo kiedy będzie”. Postanowiłem jednak skorzystać z okazji i obejrzeć sobie ten obiektyw (ten sam model obiektywu, ale dla innego aparatu), żeby zobaczyć czy mi się w ogóle spodoba jak go zobaczę na własne oczy.

Cud w sklepie fotograficznym

Sprzedawca szukał aparatu, do którego mógłby podpiąć obiektyw i nagle, przypadkiem znalazł „zabytek”. I był to ten dokładnie obiektyw, który od dawna usiłowałem kupić.

Okazało się, że leżał na wystawie od tak dawna, że miał na sobie warstwę kurzu. A sprzedawca o nim w ogóle nie wiedział, bo nie było do niego pudełka. Kiedy ja tak stałem w szoku, nie mogąc uwierzyć co się dzieje, on (prawdopodobnie w takim samym szoku) zaczął szukać tego pudełka. Nie znalazł. Zadzwonił potem do kogoś i razem doszli, że pudełka nie ma i nie będzie. Bo kiedyś, dawno temu było jakieś zamieszanie z pudełkami.

I w ten to nieprawdopodobny sposób kupiłem obiektyw bez pudełka i papierów, z gwarancją sklepową za sporo mniej, niż całkiem nowy. I dorzucili jeszcze pokrowiec gratis. Musiałem się powstrzymywać, żeby nie skakać z radości w sklepie.

Ktoś z zewnątrz powiedziałby: niesamowity zbieg okoliczności. Ja mówię: dostałem od Boga prezent.

Analiza prezentu

Zapytacie: co to za prezent, skoro musiałeś za niego zapłacić? Prezent polega tu na tym, że mogłem kupić coś, czego nie da się dostać, po cenie, za jaką nie dało się kupić, nawet kiedy jeszcze można go było kupić.

Czemu Bóg dał taki prezent akurat mnie, a nie komuś, kto bardziej potrzebuje?

I tutaj dochodzimy do kwestii, która wielu ludziom nie daje spokoju: dlaczego dobry i kochający Bóg daje jednemu a innemu nie? Mimo, że ten drugi bardziej potrzebuje a obaj tak samo mocno wierzą?

Nie wiem. Nie bardzo też rozumiem skąd pytający wie, jak mocna jest czyjaś wiara.

Ja wierzę, że Bóg daje temu komu chce, wtedy kiedy chce, z powodów, które też najwyraźniej woli zachować dla siebie. Nie wiem co decyduje o tym, że jedni wierzący dostają drogie zabawki, a inni mają niekończące się problemy w podstawowych sprawach życiowych. Może Bóg po prostu daje każdemu to, co mu jest akurat potrzebne do rozwoju i lepszego poznania go? Jednemu jest potrzebna zabawka, a innemu problemy? Być może za jakiś czas ten pierwszy będzie dostawał problemy, a drugi zabawki?

Odrobina realizmu

Problemów z resztą też mi nie brakuje. Tak mówię, żeby ktoś nie pomyślał, że dostaję wyłącznie prezenty. Moje zdrowie nie jest najlepsze. I doświadczyłem w życiu paru sytuacji, których nikomu nie życzę. I też miewam wątpliwości i rozterki. Moja wiara na pewno nie jest większa niż ziarnko czarnuszki, o gorczycy nawet nie wspominając.

Więc to nie jest tak, że Bóg daje mi prezenty, bo jakoś na nie zasłużyłem. Albo że jestem już na takim etapie wiary, że nic więcej mi nie potrzeba. Być może jestem na takim etapie wiary, że właśnie prezentu mi było trzeba, żeby moja wiara się pogłębiła.

I wiecie co? Zadziałało. I teraz powiem tak: Bóg jest wielki i wspaniały! Takie momenty pokazują mi wyraźniej niż cokolwiek innego, że on istnieje i że naprawdę mnie kocha.

Koniec.

PS: Opisałem tę historię nie po to, żeby się pochwalić jak mi fajnie ani żeby zdołować innych, którym nie jest fajnie. Tylko dla tego kogoś, komu właśnie takiej historii potrzeba, żeby jego wiara się pogłębiła.

9 komentarzy

  • Mam dokładnie tak samo, choć ja zaczynam się zastanawiać czy niektóre prezenty nie są pewnego rodzaju próbą.
    Moze niektórych prezentów nie powinnismy brać bo w istocie sa nam niepotrzebne.
    Wlasciwie co jest potrzebne? Czy biedni ludzie mieszkający pod mostem nie zyja? Czy oni ich życie nie jest w rękach Boga? To jak my możemy mówić ze nam czegokolwiek potrzeba?
    My tak naprawdę niczego nie potrzebujemy. Mamy zachcianki które Bog czasem spełnia ale jak już napisałem to jest chyba rodzaj próby- Czy potrafimy się obyć bez tego świata.
    Zwykle nie potrafimy.

    • Nie ma to jak gasić czyjąś radość z fajnej rzeczy wciskając mu, że dana radość nie jest mu potrzebna i na dodatek popełnia błąd ciesząc się rzeczą „ze świata” :3

  • Cieszę się. Ciekawa historia wiedziec ze Bóg kogos kocha i kogoś zna na tyle by wiedzieć o czym marzy i czego chce.

    Nie każdy ma tyle farta, ale takie historie lubie czytać

    Ciepło pozdrawiam

      • Skąd wiem?

        To tak jak z człowiekiem, czujesz czy ktoś Cię lubi czy nie.

        Wiesz że ktoś może być wobec Ciebie nieprzychylny, czujesz to.

        Nie musi się wcale odzywać

        Tutaj z Bogiem jest podobnie

        A jeśli mnie lubi, to skąd wiesz że lubi?

        • Z Biblii i w sumie też z takiego wrażenia, że jest mi przychylny. Miałem różne przypadki – niektóre były trudne, kilka było okropnych. Ale nawet z tych najbardziej okropnych powstawało w efekcie jakieś dobro – rozwój, wzrost, a przynajmniej nauka na przyszłość. No i zdarzały się akurat w momencie, kiedy potrzebowałem kopa w dupę, żeby się ruszyć i coś zmienić.

          • To może w takim razie mam zaburzoną perspektywę widzenia.

            I nie rozumiem bądz nie widzę jego działania

            Ciężki temat do przepracowania, bo mogę automatycznie rzucić kilkoma przykładami w których dane doświadczenie nie przyniosło żadnego pożytku, ale mnie mocno sponiewierało

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.