Małe dziecko

Czy bić dzieci?

„Czy bić dzieci?”

Niby proste pytanie, a każdy słyszy je inaczej. Jeden słyszy tak: „czy lać dzieci krwawym pasem nie panując nad sobą” a drugi: „czy wychowywać dzieci sprawiedliwie i mądrze ku chwale Boga i Ojczyzny„.

Jaka jest prawda? Taka, że nie idzie się dogadać bez zrozumienia.

Ostatnio ukazała się na rynku książka, rodzaj podręcznika, w którym autor opisuje jak prawidłowo przylać dziecku, jakim narzędziem i ile razy, żeby Bóg był zadowolony. Dziwaczna książka. To co dla mnie było najbardziej obrzydliwie w niej to nie sam pomysł, żeby dziecku klapsy dawać, ale ten świętoszkowaty i jednocześnie sterylny, medyczny prawie, styl całości. I to ciągłe zasłanianie się Bogiem w poglądach, do tego Bogiem widzianym osobliwie: jako ktoś kto z wielkim żalem w sercu, pełen miłości, leje cię ile wlezie tak, żeby bolało najbardziej, a w wszystko dla twojego dobra. Taki empata-sadysta.

Koszmarny Bóg. Koszmarna książka.

Tomek Żółtko napisał na Facebooku, że mu się to wszystko nie podoba. I dobrze. Gorzej, że jednocześnie zamknął wszelką rozmowę mówiąc: „jeśli ktoś chce bić dzieci i uważa, że to jest właściwe, zwyczajnie nie ma prawa głosu na mojej tablicy„. No, to już gorzej.

Rozumiem lepiej niż większość jak wstrętny jest widok kogoś dużego i silnego, który bije kogoś małego i słabego. Bo sam byłem nieraz tym małym i słabym. Dalej jestem. Dlatego czuję gniew i wstręt mocniej niż przeciętny człowiek.

Wstręt i ateizm

Są rzeczy wstrętne i złe. Są rzeczy wstrętne i dobre. Są rzeczy wstrętne, koniecznie i pożyteczne. I sam Jezus robił rzeczy, które wyglądały wstrętnie i zapowiadał, że i nieraz zrobi. Ale my od tego mamy rozum, żeby nie tylko o wstręcie myśleć, ale zadać też pytanie: „dlaczego” i „po co”.

Tym bardziej wymaga się tego od chrześcijan. Bo ci mówią o Bogu, który jest zawsze duży i silny, a ludzie przy nim zawsze są mali i słabi. Jeżeli więc wstręt nakazuje nam widzieć tylko i wyłącznie zło w biciu dzieci, to co nakaże nam ten wstręt widzieć w Bogu?

To zresztą jeden z częstszych – i wyjątkowo mocnych – argumentów przeciwko Bogu z Biblii. Dzieci się nie bije, bo się jest dorosłym. Ludzi się nie bije, bo się jest Bogiem. Jeżeli dorosły bije dziecko: precz z takim dorosłym. Jeżeli Bóg bije ludzi – precz z takim Bogiem.

Logika bicia

Takie radykalne zdanie o biciu dzieci (to zawsze złe, dotyczy każdego, w każdych okolicznościach, bez wyjątku) prowadzi w prostej linii do odrzucenia Boga z Biblii. Logika tutaj jest nieubłagana ze względu właśnie na kwantyfikatory: „zawsze” i „wszyscy”. Jedyne co powstrzymuje obrońców dzieci przed ateizmem to zadziwiająca umiejętność człowieka do kompletnie nielogicznego myślenia.

Drugą osobliwą cechą ludzi jest totalitaryzm myślenia. W tym wypadku domyślam się, że przebiegnie on tak: jeżeli autor wykazuje, że chrześcijanin logicznie nie może być jednocześnie absolutnym przeciwnikiem bicia dzieci, a jednocześnie nie odrzucać Boga z Biblii, to znaczy że autor uwielbia lać dzieci!

Nic z tego. Nie dam się wciągnąć w to bagno. Autor akurat nie cierpi bicia dzieci. I wątpię, że ktokolwiek zdrowy psychicznie może się cieszyć widząc jak duży bije małego. Naturalne odruchy człowieczeństwa wywołują w nas odruchowo sprzeciw i każą stanąć w obronie małego: a im mniejszy jest ten mały, tym sprzeciw większy.

Sęk w tym, że niektórzy z nas mają oprócz odruchów jeszcze rozum i nie odrzucają ani jednego ani drugiego. A co w przypadku konfliktu? Kiedy rozum każe jedno, a odruchy mówią: „w żadnym wypadku”?

Rozum kontra odruchy

Wtedy wpadamy w panikę. I w tej panice odrzucamy albo jedno albo drugie.

Odruchy pozbawione rozumu zmieniają się w żywioł, który raz rozpętany może łatwo wywołać powódź albo pożar. Ale rozum pozbawiony ludzkich odruchów przechodzi w nieludzki chłód zasad, z których rodzą się potem ideologie potworne. W obu przypadkach przemoc staje się atrakcyjnym przyjacielem. Słuchamy jego głosu a on nam każe:

  • forsować prawo całkowicie zabraniające kar fizycznych
  • zakazywać dyskusji osobom, które nie są totalitarne w myśleniu
  • pisać petycje zabraniające publikowania książek zbyt lewackich i zbyt prawackich

Spodziewam się, że dobrych skutków to wszystko nie przyniesie: zwłaszcza dla dzieci. Bo ci, którzy bili dzieci rzadko i z sensem, będą bić częściej i bez sensu. Bo potępienie budzi chęć obrony. Niesprawiedliwe potępianie rodzi gniew. Ostracyzm rodzi chęć izolacji, a w izolacji łatwo o wynaturzenia.

Ci z kolei, którzy nigdy nie biją dzieci, mają przeciwko sobie całą długą tradycję ludzkości i niezliczone przykłady pozytywnych konsekwencji kar cielesnych. Ci więc odczują potrzebę ostatecznego udowodnienia, że wbrew całej tej tradycji ludzkości, nasze świeżo odkryte zasady są dużo lepsze. Niełatwo to będzie udowodnić, więc trzeba się tym mocniej starać. Jeżeli przy tym wyrośnie pokolenie rozwydrzonych egocentrycznych bachorów, to trudno – dla idei obrony dzieci poświęcić trzeba czasem dzieci. Bo jakie mogą być dzieci, których rodzice w sytuacji konfliktu nie śmią się sprzeciwić, w obawie, że każdy taki gest będzie uznany za przemoc? Są ludzie tak mądrzy i tak sprytni, żeby nagiąć dziecko co swojej woli bez żadnej przemocy. Nieliczni są tacy ludzie. Większości pozostają te rozwiązania, które są im dostępne: skoro nie da się niczego wymusić, zostaje tylko jedno – przekupić! I tak rośnie nam pokolenie małych egoistycznych, niemoralnych potworów hodowanych w imię wiary w idealizm w nieidealnym świecie.

Wniosek

Naszą dyskusją więc nie powinno być: czy bić dzieci.

Naszą dyskusją musi być przede wszystkim: jak o tym rozmawiać!

I ja proponuję przyjąć na początek takie zasady:

  • nie zabraniać nikomu wyrażać swojego zdania
  • nie zabraniać nikomu publikować żadnych książek
  • nie zabraniać nikomu krytykować tych książek
  • prawo nie może karać rodziców za wychowywanie swoich dzieci tak jak uważają za stosowne: ani za bicie ani za rozpieszczanie

Obawiam się, że bez takich zasad rozmowa przerodzi się w wojnę. A ta przyniesie gorsze skutki niż wszystkie alternatywy. Bo skoro już nawet tak trzeźwy i stonowany Tomek Żółtko uznał za wskazane zabarykadować się w swojej opinii, zatkać uszy na wszystko co wstrętne i zaczyna demonizować odmienne poglądy, to co powiedzieć o tych mniej trzeźwych i mniej stonowanych?

Naprawdę, nauczmy się rozmawiać o trudnych sprawach, a nie uciekać od nich. Tak, w tym o religii. I polityce. I nawet: o biciu dzieci.

7 komentarzy

  • czemu piszesz taka glupotę? czemu? TY???? a czlowiek mial cie za jedną z ostoi rozsadku. Mówi sie o biciu a nie przyzwalaniu na wszystko a ty dajesz prymitywom ten sam argument co oni daja” Jeżeli przy tym wyrośnie pokolenie rozwydrzonych egocentrycznych bachorów, to trudno – dla idei obrony dzieci poświęcić trzeba czasem dzieci. Bo jakie mogą być dzieci, których rodzice w sytuacji konfliktu nie śmią się sprzeciwić, w obawie, że każdy taki gest będzie uznany za przemoc?” ???????? kto mowi o braku sprzecwiu?? mozesz zabronic bajki, odebrac przywileje i masa innych rzeczy – są storny ktore tego ucza. Karanie musi byc konswkwencka ale nie FIZYCZNE Bicie. załamujesz ostatnio

    • Karanie musi być konsekwencją? No to dobrze, tu się przynajmniej rozumiemy.

      Karanie tak, ale nie fizyczne? Hm, dobrze, jakie więc? Mówimy o małych dzieciach, możliwości są ograniczone. Rozkazy i polecenia? Działają tylko wtedy, kiedy stoi za nimi strach przed fizyczną konsekwencją, ale dziecko zawsze testuje i prędko się zorientuje, że za słowami nie stoi nic i rodzice są bezradni. Zostanie już wtedy tylko przekupić czymś dziecko – co obserwuję jako główną metodę działania w tych czasach. Dzieci już dawno dorosły a dalej spodziewają się, że należy płakać, krzyczeć i czekać aż ktoś ustąpi i coś zaoferuje. Młodzi ludzie tutaj na Zachodzie najczęściej nie pracują, nie uczą się, nie rozwijają – co jest konsekwencją wychowania opartego na przekupstwie. Jeżeli nie znajdą firmy, na której mogą żerować graniem ofiary i wymuszaniem, to szukają tego samego na studiach albo u państwa. Jak i tam nie znajdą, to mieszkają z rodzicami i żerują na nich.

      Nie zawsze tak było. Ale gdzie jest dym, tam musi być ogień i dobrze sobie zadać pytanie gdzie ten ogień jest. Gdzieś są intelektualne podstawy dzisiejszego stanu rzeczy. I jakoś mi trudno uwierzyć w wyjaśnienie, że to wszystko wina smartphone’ów.

  • a to juz jest koszmar „prawo nie może karać rodziców za wychowywanie swoich dzieci tak jak uważają za stosowne „ani za bicie ani za rozpieszczanie” – MOŻE to robić i POWINNO. Dziecko NIE jest własnością rodzica. Nie masz dzieci, nie znasz sie na pedagocice, nie obserwowales rosnace i uczace sie dzieci, nie wiesz jak dziala mozg, jak ksztaltuje sie osobosowos. Dziecko nie moze byc polem doświadczalnym dla ignorantow bo zycje w spoleczenstwie i to sie zemsci na nim albo na spoleczenstwie albo tu i tu. Dziecko nie może być pozostawione na pastwę debili albo nieudczaników albo ludzi bez empatii czy ograniczonych. Nastolatek potem czy dorosluy czesto nie ma jak potem nadrobic brakow w komunikacji, w osobowości, w lekach albo bedzie go to kosztowalo jak ma kase duzo czasu. Albo nie bedzie mial sily po prosto skoro wsrkukowane ma specyficzne postawy do zycia, trresowane do posluszenstwa slepego, zastarszane albo odwrotnie chowane na narcyza ale taki latwuiej sie pozbedzie pewnych rzeczy i bedzie zyl w spoelczenstwie niz zaprzepaszczone zycia innych

    • Chciałem porozmawiać, ale skoro nie znam się na niczym, to nie jestem godny.

      Zostawiam ten agresywny komentarz, bo to najlepsza ilustracja problemu, który opisałem. Ważniejsze od „znania się” jest umieć przede wszystkim rozmawiać. Pokrzyczeć sobie można samemu. A z ludźmi dużo trudniej: trzeba ich słuchać a nie na nich krzyczeć.

      O, a może to ma być taka ukryta sugestia, że dzieci nie należy bić w tyłek, tylko na nie wrzeszczeć? Ja wolałem w tyłek dostać. Wrzaski i poniżanie zostało na długie lata, a ból z tyłka (o ile był sprawiedliwy) ulatniał się po paru godzinach bez śladu.

      Jeżeli za przylanie w tyłek należy człowieka zamknąć, to za notoryczne maltretowanie psychiczne konsekwentnie należałoby chyba rozstrzelać.

  • Z założenia dorośli są dojrzalsi niż dzieci. Z doświadczenia różnie. Internet jest utuczony komentarzami krzyczących agresywnie dorosłych, którzy zupełnie nie przejmują się poniżającym charakterem swoich słów wobec innego człowieka, bo przecież nikogo FIZYCZNIE nie biją. I nie chcę tu rozpętać dwudziestotysięcznej, nieprzekonywującej nikogo dyskusji, czy ranienie się słowami jest zawsze delikatniejsze niż rękoczyny. Ale jeżeli dorośli, upominani, proszeni, rozsądnie zachęcani do zmiany tonu i retoryki, zazwyczaj muszą być zbanowani, żeby się uspokoili, to jak to się ma do całkowicie nieradzących sobie ze swoim systemem nerwowym dzieciaków. Ja mam dwie pełnoletnie już córki i zdarzyło mi się w rodzicielskiej karierze wykonać ze dwa klapsy, mając w repertuarze oczywiście formy słownej perswazji. To jest mój głos w sprawie: kary karom nierówne, trzeba rozmawiać nie po to, że ustalić odgórnie zło lub dobro absolutne, ale żeby rozientować się, jak skomplikowany, niejednorodny i nie dający się łatwo sklasyfikować problem.

  • Super wpis. Zwłaszcza, że otworzył mi oczy na kilka spraw. Z zaskoczeniem przyznaję, że chociaż dostałem parę klapsów od rodziców to faktycznie już dzisiaj nie bardzo pamiętam w jakich to było okolicznościach. Jeden tylko pamiętam bardziej wyraźnie i na jego wspomnienie chcę mi się śmiać. Natomiast kazania na ten czy inny temat z powodu nieposłuszeństwa to pamięta się dłuuugo. 😀 Tym bardziej jest to prawdziwe, że gdy ukrywało się jakieś rzeczy przed rodzicami to właśnie dlatego, że będą gadać, a nie lać. 😀

    Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że sprawa karania rodziców za ewentualną przemoc jest śliska. Z jednej strony nikt nie chce, żeby mu państwo ingerowało w jego rodzinne sprawy. Zawsze jednak podaje się wyjątek odnośnie patologii, że w takich sytuacjach to państwo jak najbardziej powinno zainterweniować. Problem jest tylko taki, że kto ma decydować o tym, czy w jakiejś rodzinie już jest stan patologiczny czy nie? Dlatego w pełni zgadzam się ze stwierdzeniem, że prawo nie powinno w ogóle się w to mieszać. Dowód tego jak bardzo szkodliwe jest mieszanie się prawa do tego, to obniżanie poziomu, który uznaje się za próg warty interwencji. Obecnie wystarczy, że coś powiesz nie tak do swojego dziecka, nawet bez podnoszenia głosu a już możesz mieć problemy. Zwłaszcza, jeśli dziecko nieopatrznie się komuś poskarży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *